1. Ta strona używa cookies. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie w celach utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania treści wyświetlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk oglądalności. Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej.

    Więcej informacji...

Muszkiet LE SYSTEM 1777/AN IX

Temat na forum 'Czarnoprochowa' rozpoczęty przez Marek, Grudzień 6, 2019.

  1. Marek

    Marek Moderator Członek Załogi

    Dołączył:
    Styczeń 10, 2019
    Miasto:
    Psary
    Dzisiaj dzień pełen przygód i adrenaliny, próba wytrzymałości.
    2 gramy prochu, przebitka, strzał;
    4 gramy prochu, trociny, strzał;
    6 gramów prochu, kula we flejtuchu, strzał, lufa cała. Pozostała jeszcze jedna próba, maksymalna naważka x 1,5, czyli 10 gram i pasowana kula, ale to w przyszłym tygodniu, trzeba przygotować bezpieczniejsze stanowisko.

    A o co ten cały raban. Ano zdobyłem oryginalny francuski muszkiet, model 1977, po skasowaniu luzów w zamku, ogólnym przeglądzie, konserwacji (wszystkie metalowe części do odrdzewiacza, mycie, suszenie, grzanie i olej); kolba w dobrym stanie, lufa jak widać wytrzymała, chociaż błysku w środku nie ma. Wczoraj potraktowałem ją rtęcią i to musi jej starczyć.

    Prezentuje się jak obok, sama i koło Łucznika
    DSC08861.JPG DSC08862.JPG
    Ten francuski gładkolufowy skałkowy karabin wz. 1777, na zdjęciu w wersji AN IX, stał się w pierwszych latach XIX wieku powszechnie naśladowanym standardem konstrukcyjnym.

    Najbardziej rewolucyjnym rozwiązaniem tej broni było wprowadzenie bączków – metalowych pierścieni mocujących łoże do lufy. Do tej pory znano jedynie pierścienie, za pomocą których mocowano strzemiączka do pasa nośnego, lufy broni strzeleckiej łączone były zaś z oprawą za pomocą kołków lub przetyczek, co znacznie utrudniało rozkładanie broni, warunkujące jej dokładne czyszczenie. Z lufy umocowanej w łożu nie dawało się wymywać nagaru, gdyż groziło to zamoczeniem, a w konsekwencji wypaczeniem łoża. Do gruntownego czyszczenia trzeba było wybijać kołki, które od tego wyrabiały się i luzowały, obniżając żywotność broni. Przeciwnicy Francji jeszcze przez wiele lat uporczywie trzymali się starej konstrukcji – Brytyjczycy przez niemal 100 lat, pierwszy wzór karabinu z bączkami wprowadzając dopiero w roku 1818.
    Również sam zamek był cały czas udoskonalany, oto etapy
    upload_2019-12-6_10-18-28.png

    Kolejne modernizacje poszły przede wszystkim w kierunku zwiększenia niezawodności funkcjonowania – poprzez zmianę kształtu krzesiwa z płaskiego na wklęsłe uzyskano dłuższy czas iskrzenia skałki i większą pewność odrzucenia krzesiwa na czas, by iskry zdążyły zapalić proch na panewce. Tylko ta jedna zmiana konstrukcyjna spowodowała, że częstotliwość niewypałów spadła z powszechnej w tym okresie liczby jednego niewypału na pięć strzałów do jednego na piętnaście. Nowemu karabinowi nadano nazwę „Modèle 1777 corrigé M. AN IX” (po polsku „wz. 1777 ulepszona odmiana wz. IX” – przy czym w naszej literaturze utarła się nie wiedzieć czemu mieszana polsko-francuska nomenklatura i pisze się „wz. 1777 AN IX”).
    Ten zamek doszedł w końcu do takiego kształtu
    upload_2019-12-6_10-22-14.png
    Nowością jest mosiężna panewka, łatwa w czyszczeniu, nie korodowała.
    Przy produkcji wprowadzono po raz pierwszy unifikację, specjalne komisje sprawdzały tolerancje części.
    Ówczesny świat wzorował się na tej konstrukcji, poza Francją doskonałe charakterystyki karabinów wz. 1777 i AN IX zachęciły wiele armii do przyjęcia broni wzorowanej na ich konstrukcji. Broń francuska miała przemożny wpływ także na konstruktorów zza oceanu. Pierwsze amerykańskie karabiny skałkowe ze Springfield były kopiami rozwiązań francuskich. Karabin wz. 1800 był kopią „karabinu Charleville”, czyli wz. 1766, ale już Springfield wz. 1816, który po konwersji na zapłon kapiszonowy w roku 1848 funkcjonował w uzbrojeniu US Army jeszcze w przeddzień wojny secesyjnej, był czystym żywym AN IX w nieco zmienionym drewnie. Rosjanie, po skopiowaniu AN IX w roku 1808, trzymali się tej konstrukcji jeszcze przez 30 lat, do czasu wprowadzenia karabinu kapiszonowego wz. 1839. Także w armiach pruskiej i austriackiej kopie AN IX dożyły czasów karabinu kapiszonowego.

    Dzisiaj panuje opinia, że gładkolufowy muszkiet był bardzo niecelna bronią i wielu widzi szeregi żołnierzy strzelające na ogół niezbyt celnie. Ale dane z tamtych czasów pokazują coś innego. Strzelano wtedy do
    tarczy o wymiarach 1,68 x 0,5 m (sylwetka człowieka), w seriach po 200 strzałów z każdego dystansu, a osiągane wyniki zaskakują:
    100 kroków (75 metrów) 151 trafień skuteczność 75%,
    200 kroków(150 metrów) 99 " " 45%
    300 kroków 55 " " 27,5%
    400 kroków 53 " " 26,5%
    Donośność wynosiła około 1000 metrów.
    A jak to moje cudo wygląda w szczegółach:
    DSC08863.JPG DSC08864.JPG DSC08865.JPG
    DSC08866.JPG DSC08867.JPG
    No i sam zamek w dwóch pozycjach:
    DSC08868.JPG DSC08869.JPG
    Karabiny z tamtych czasów mają muszkę, ale nie maja szczerbinki, strzela się po lufie, i tego zgodnie z przepisami z zawodów czarno prochowych nie wolno zmieniać. Tarcza na 50 metrach ma wymiar 1m x 1m.
    Po pobycie na strzelnicy uzupełnię materiał o wyniki, ale to musi poczekać. Trzeba zdobyć kule fi 17mm, a potem postarać się o kulolejkę.

    W tym wszystkim zapomniałem o podstawowych danych:
    Długość 146 cm, w tym lufa 108 cm, waży bez bagnetu 3, 7 kg, kaliber 17,5mm.
     
  2. Marek

    Marek Moderator Członek Załogi

    Dołączył:
    Styczeń 10, 2019
    Miasto:
    Psary
    Odbyła się próba wytrzymałościowa. 10 gram prochu, filc, kula 17,3mm we flejtuchu - weszła w pień na 10 cm, a lufa wytrzymała.
    Pozostało postrzelać na strzelnicy do celu, może jutro.
     
  3. Marek

    Marek Moderator Członek Załogi

    Dołączył:
    Styczeń 10, 2019
    Miasto:
    Psary
    Dzisiaj pierwsza próba strzelania z muszkietu.
    Powiesiłem 4 używane tarcze, bo "moje" dziurki i tak będą największe, i:
    DSC08875.JPG
    Celowałem, jeżeli można mówić o celowaniu mając tylko muszkę i żadnego punktu odniesienia na lufie, jakieś 1/2metra powyżej prawego górnego rogu tarcz,
    czyli jakieś 1,5 metra powyżej przestrzelin
    większość przestrzelin posiałem po dolnej , lewej ćwiartce, odległość 75 metrów.
    Ważne są dwie rzeczy, naważka 5 - 6 gramów jest o key, no i daje się trafić.
    Dla zainteresowanych asortyment maneli do ładowania: DSC08878.JPG
    ułożone w kolejności do ładowania
    1. w otwór zapałowy trzeba włożyć zatyczkę, by nie wydmuchać prochu przy ładowaniu (zdarza się na zawodach i wraca się z kula w lufie),
    2.wsypać przez lejek (nie ma go na zdjęciu) proch - te 2 fiolki,
    3.wprowadzić filc (tym dziwnym pobojczykiem),
    4.Flejtuch + kula do lufy - wbić do samego dna (potrzebny młotek gumowy, dzisiaj zapomniałem),
    Na pobojczyku, dla dotkniętych adrenaliną, warto zaznaczyć pozycje:
    pusta lufa,
    lufa z prochem i filcem,
    lufa z kulą.
    No i podsypka na panewkę i ...strzelamy.
    Samo celowanie, do rozpracowania, ale opad jest bardzo duży około 1 metra na 25-30 metrach.
    Zgodnie z epoką, lufa pomiędzy strzałłami nie była czyszczona, a flejtuch dodatkowo smarowałem towotem (tak poradził mi znajomy Czech).